Gorące tematy: Po wyborach Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
59 postów 1427 komentarzy

ZŁO DOBREM ZWYCIĘŻAJ

Janusz Kamiński - Rozważania o kondycji człowieka w kwantowym świecie plus gwałtowne reakcje na głupotę. Lecz postaram się być delikatny dla wszystkich.

Swojskie nadmorskie klimaty

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Pisanie o Trójmieście jako o Małej Sycylii stało się tak trywialne, że aż nudne. Wielu z nas starych mieszkańców, nie obarczonych jakąś korporacyjną zmorą i interesujących się otoczeniem, wie naprawdę dużo co się dzieje.

 

  Skala przekrętów jest wprost niesamowita.

A ponieważ są to głównie tzw. przestępstwa białych kołnierzyków, a nie ordynarnej gangsterki, to ulice nie są zasłane trupami i nie spływają krwią.

Gdy ktoś się trochę para dziennikarstwem to wie trochę więcej. I co z tego? Łażenie po prokuratorach, ABW, policji, czy urzędach nie ma sensu, bo już po dwóch pierwszych zdaniach funkcjonariusze państwowi zaczynają ziewać, demonstrując w taki sposób kompletny brak zainteresowania.

 

 

Mój bliski kolega, Tomek Hutyra to postać heroiczna i tragiczna. Od wielu lat walczy o przywrócenie dobrego imienia swojego ojca, również mojego dobrego znajomego, kapitanowi ż.w. śp. Bolkowi Hutyrze, który zginął, jak to często w Polsce bywa, w tajemniczym wypadku samochodowym. Do ostatniego momentu walczył on o nie zaoranie Stoczni Gdańskiej. A ta walka była dokładnie taka jak w Palermo. Więc poległ.

 

Tomek, jak to się mówi, już nie pęka. Co wie, a wie dużo, przelewa na papier. Wali po nazwisku i ma na wszystko papiery.

 

Za jego zgodą postanowiłem przybliżyć te nasze klimaty.

Wbrew tytułowi, nie będzie alfabetycznie. Tutaj nieco przybliżymy postać byłego przewodniczącego Solidarności, posła i działacza, Janusza Śniadka.

A więc do dzieła.

 

........................

 

 

"Polityczny alfabet niepolitycznie" Tomasz Hutyra

 

Ś jak Śniadek

 

 

Janusz. Członek związku. Członek partii. Wiecznie żywy, i ciach, i już szefem w pomorskim nie jest! I nawet pierwszego miejsca do sejmu nie wywalczył. Młodzi za niego szturmem drzwiami i oknami, a on kim był? Kim jest? Kim będzie wreszcie dla naszej historii?

Schowany za wąsami i burzą czarnych włosów. Lawirujący podczas rozmowy, tak jak oczy jego. Próbował nosić się jak arystokrata, lecz czy klasę miał, hmm… Zaszedł bardzo daleko, za daleko!

Historia Janusza zakorzeniła się w nieistniejącej już Stoczni Gdynia S.A. To tam podjął on pierwszą pracę po ukończeniu studiów. W przełomowym dla Polski okresie strajkowym latem 1980 roku nasz bohater niczym wielkim się nie zasłużył, przynajmniej nie za bardzo można cokolwiek o tym okresie życia pana Janusza gdziekolwiek wyczytać. Pewnym, bardzo dzisiaj kontrowersyjnym, bohaterem tamtych sierpniowych dni w Stoczni Gdańskiej, był znany wszystkim Polakom przewodniczący strajku Lech Wałęsa (esbecki pseudonim Bolek). W Stoczni Gdyńskiej strajkom przewodził Andrzej Kołodziej. Za ten strajk oraz za Solidarność Andrzej Kołodziej zapłacił internowaniem w zakładzie odosobnienia w Strzebielinku, a Lech Wałęsa utracił reputację, gdy wypłynęła sprawa długo domniemanej i na a koniec jego upadku udowodnionej winy, leżącej po stronie agenturalnej działalności naszego „bohatera narodowego‟. Taki pan Janusz natomiast spokojnie wyczekiwał na swoje dni, na upatrzonej z góry pozycji, przechodząc suchą nogą przez burzliwe ciemne noce stanu wojennego, czekając na tak zwany lepszy czas.

– „Wraz z podjęciem pracy podpisałem deklarację członkowską NSZZ „Solidarność”. W czasie stanu wojennego zaangażowałem się aktywnie w działalność podziemnych struktur „Solidarności”, między innymi współredagując nielegalny biuletyn „Kadłub”. Podtrzymywały mnie wówczas na duchu msze św. za Ojczyznę i Pielgrzymki Ludzi Pracy na Jasną Górę” – tyle i aż tyle wyczytać można z życiorysu pana Janusza, którym to chwalił się, ale i też nie za bardzo rozpisał na swojej imiennej stronie www.

Po krótkiej analizie sieciowych zasobów informacyjnych zauważymy pierwszy problemik, może i nawet nieistotny, ale dotykający naszego bohatera od strony prawdy i uczciwości politycznej, tak bardzo teraz zagmatwanej przecież...
Cytuję za Encyklopedią Solidarności – „Kadłub‟ pismo podziemnej Komisji Zakładowej „S” Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, wychodziło 1984-1989; było następcą „Informatora Wojennego”. Ukazało się kilkanaście nr. o obj. 4-8 s., drukowanych na powielaczach białkowych w nakładzie 2-5 tys. egz.

Na stronach Encyklopedii Solidarności pod hasłem „Kadłub‟ nic a nic o Panie Śniadku i jego roli w tym piśmie, a przecież on sam podaje na własnych stronach www w życiorysie, że współredagował ten stoczniowy biuletyn! Cóż, można by na powyższą sprawę spojrzeć na przykład tak – pan Janusz bacznie obserwował sytuację w kraju i czekał na najbardziej dogodny moment, aby włączyć się do służby na rzecz własnej ojczyzny lub można też spojrzeć zupełnie inaczej, mroczne miesiące stanu wojennego, aresztowania, pałowanie czy wreszcie nie jedna śmierć, tak bardzo działały na wyobraźnię naszego zasłużonego związkowca, że może uważał on, że nie warto teraz działać (czytaj: działać w stanie wojennym i narażać się na dotkliwe represje), że jeszcze nie dzisiaj, że może jednak przeczekać, że przyjdzie ten czas, a talent przekaże wolnej ojczyźnie służąc wiernie!
Problem jednak pozostaje nierozwiązany – pan Janusz podaje swoje zaangażowanie w pracę związkową na rzecz biuletynu „Kadłub‟ w stanie wojennym, ale ten biuletyn wychodzi już po jego zniesieniu, jak podaje encyklopedia, hmm...

Pytanie otwarte do pana Janusza. Kto mija się z prawdą? Pan, Panie Januszu, czy może Encyklopedia Solidarności? Może warto wyjaśnić owe rozbieżności skoro zajmuje Pan tak ważne stanowiska? Można też popatrzeć na powyższy wywód w taki oto sposób, etam, to wszystko już przecież prehistoria, liczy się tu i teraz! Malutki zgrzyt jednak pozostaje, czyli delikatnie rzecz ujmując, to jest takie zjawisko doby współczesnej, bardzo modne zjawisko, zjawisko mijania się z prawdą, inaczej rzecz ujmując może to być zjawisko zahaczania lub ocierania się o prawdę gdzieś tam na księżycu...

Prostymi słowy możemy powiedzieć też tak, ot i takie zwykłe przebarwienie prawie jak poprawienie buziek na zdjęciach, tylko gdyby powyższe było wydarzeniem w życiorysie pana Janusza jednostkowym, odosobnionym, powiedzielibyśmy, nie ma sprawy! Ale to nie jest wydarzenie jednostkowe!!!

I tutaj zaczyna się już dla nas, ludzi Solidarności, wszystkich Polaków kochających Polskę poważny problem, szczególnie dla tych, którzy na Pana Janusza stawiali, głosowali, stawiają i głosują dalej.

Drugi problemik nie jest już nawet śmieszny, jak można by ten pierwszy potraktować. W tym pierwszym jakieś tam przebarwienie, może i nawet luki w pamięci, są do odpuszczenia. My naród łaskawy przecież. Po przedstawieniu drugiego problemiku nie będzie już różowo, fajnie i przyjemnie.

Ten problem, to tak zwane ratowanie Stoczni Gdańskiej poprzez jej dobijanie. To w wielkim skrócie. W rozwinięciu i analizie sprawy zobaczymy niestety mnóstwo bulgocącego bagienka. Ot chociażby, podczas takiego partyjnego regionalnego zjazdu w historycznej sali BHP dawnej Stoczni Gdańskiej 9 listopada 2014 roku, gdy odbyła się Wojewódzka Konwencja Samorządowa Prawa i Sprawiedliwości z udziałem Prezesa Jarosława Kaczyńskiego, panowie Janusz Śniadek oraz Karol Guzikiewicz, między innymi występującymi, wspominali o tym jak bardzo przyczynili się do ratowania Stoczni Gdańskiej. Problem w tym, że zaraz po konwencji Pan Karol Guzikiewicz na zarzut, że nie mówi prawdy, gdyż Stoczni Gdańskiej nie ratował, tylko wręcz, wraz z innymi partnerami, nierozsądnymi działaniami i decyzjami przyczynił się do jej degradacji, palcem wskazał na przechodzącego przez salę BHP swojego partyjnego kolegę, a naszego bohatera, Pana Janusza mówiąc – to nie ja, to on, to wszystko on! Jego o to należy pytać! Tyle Pan Guzikiewcz w sprawie.
Pan Janusz Śniadek na zadane mu pytanie na wprost, w obecności co najmniej dziesięciu osób, dlaczego opowiada o ratowaniu stoczni, gdy sam między innymi przyczynił się do jej upadku, po prostu coś odburknął i uciekł na piętro szybko biegnąc po schodach...

Poważny zarzut, ale dowody są, niestety. Był rok 1999, środek lata. Do biura Janusza Śniadka mieszczącego się w jednym z budynków Stoczni Gdynia udała się delegacja działaczy społecznych związanych z ideą uratowania upadłej Stoczni Gdańsk poprzez próbę wykupienia jej długów z funduszów społecznych. Nasz bohater był wtedy członkiem rady nadzorczej Stoczni Gdynia oddelegowanym przez Ministra Skarbu. Co ciekawe, Stocznię Gdynia przejęli w tamtym czasie również pracownicy Ministerstwa Skarbu, tego które oddelegowało pana Janusza do rady nadzorczej, a byli to, były dyrektor departamentu Spółek Strategicznych Skarbu Państwa Hubert Kierkowski, Janusz Szlanta i Andrzej Buczkowski. Pan Janusz Śniadek im nie pomógł, bo Pan Janusz poparł drugiego Janusza – Janusza Szlantę. Jego już dawno w Gdyni nie ma. Rozwalił dwie stocznie i zwiał gdzieś tam dalej biznes kręcić. Co nie zmienia faktu, ze poparli tego człowieka i Śniadek i Guzikiewicz pomimo ostrzeżeń działaczy społecznych, aby tego nie robili, że dojdzie do kradzieży terenów stoczni i jej upadku.

Szybko stał się jedną z gwiazd Solidarności, by odbić się od życia związkowego i stać się osobą czynną w polityce. To on miał wpływ na obsadę spółek skarbu państwa w Pomorskim razem z Panią Dorotą Arciszewską-Mielewczyk przewodniczącą Komisji Sejmowej ds Gospodarki Morskiej.

Tak jak kiedyś AWS przyniósł nadzieję, po dramatycznych antypolskich wcześniejszych rządach, tak z PiS historia może się powtórzyć, bo wielu aktorów kabaretu tych samych. Nadzieja umiera zawsze ostatnia. AWSu już nie ma. PiS z takimi ludźmi jak Pan Janusz też upadnie i przejdzie do historii jako partia niewykorzystanej szansy, ale co gorsze, może przejść do lamusa jako ta organizacja, która Polakom całkowicie odebrała nadzieję. Dopóki pan Janusz kreuje lokalne układy partyjne, a z nich wypływa lokalna władza jak lawa gorąca, bo nasz kraj jak lawa jest, dopóty będzie tutaj u nas na Pomorzu rządziła partia platformy trzech tenorów, z których to, nie śpiewa już żaden.

Nasz naród jak lawa z wierzchu twarda i plugawa, ale wewnętrznego ognia tysiąc lat nie wyziębi – tak pisał Mickiewicz kiedyś tam. Dzisiaj widzimy nasze sprawy inaczej. Z zewnątrz plugawo na pewno, ale i w środku już gorąca też nie uświadczysz…

Smutne powyższe dla wszystkich ludzi, którzy jeszcze wierzą w partię władzy. Możemy my wszyscy gdzieś popełniliśmy ten sam błąd, wierzyliśmy w partię władzy, jaka by ona nie była. Kiedyś wierzono nawet w PPR, no dobrze ktoś tam wierzył! Tych którzy nie wierzyli to wtedy mordowali, po prostu eliminowali. Później byli wyznawcy PZPR. Potem przyszło znów nowe. Unia Wolności, SLD, AWS, Platforma Obywatelska, KLD, wiecznie żywe PSL, jakaś Nowoczesna, i wreszcie ostatnia partia nadziei, PiS. Co będzie jak już PiSu nie będzie?

Z takimi ludźmi jak Pan Janusz partia władzy kroczy w dół niestety. Do samego końca, podobnie, jak wcześniej AWS, no i prawie z tymi samymi ludźmi...

Śniadek i też powoli odchodzi. Inaczej - odsuwany jest chłopina. Czyżby stracił zaufanie? U wielu mieszkańców Trójmiasta zaufanie utracił już dawno. U działaczy PiS również. Trochę późno został Pan Janusz w kapciach.

Członek partii. Członek związku. Janusz Śniadek. Cóżeś Ty uczynił temu krajowi, temu województwu, własnej organizacji, że lud partyjny w dużej części Ciebie znienawidził?

Koniec opowieści. Początek końca Pana Janusza...

 

 

.

 

 

 

KOMENTARZE

  • Ryszard Opara
    .


    W imieniu Tomka Hutyry pozwalam sobie przesłać pozdrowienia Panu Doktorowi.

    JK
  • Nic nie uczynił - bo
    ----------------
    "Cóżeś Ty uczynił temu krajowi, temu województwu, własnej organizacji, że lud partyjny w dużej części Ciebie znienawidził?"
    -----------------
    to oficer prowadzący mógł uznać, że np. nasz bohater już się wypalił i nie stanowi dla razwiedki żadnej wartości.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031